FANDOM


roxonoqonighutyjkoulinumopotosobidodoxogutygaunijogotibamutingusowinitexsoxixunajoxusixaninibataxadiwininipo


AgentsEdit

  1. agent chase (top agent)
  2. agent charge (the leader)
  3. agent fuse( the master of electirc)
  4. agent trace
  5. agent grace
  6. agent mason
  7. agent swift
  8. agent cooper
  9. agent swipe
  10. agent spears
  11. http://allegro.pl/biszkoptowa-mini-suczka-chihuahua-krotkowlosa-cudo-i5548156662.htm%C5%82oso%C5%9Bl?utm_source=critedddddcfo&utm_mintaj=cpc&utm_campaign=alluserscro-g%C3%B3wno-trach-sraka-szczupaka

InfernosEdit

  1. Dr.inferno(the leader)
  2. slime face
  3. Dr.flame (dr.infernos brother)
  4. blaster arm
  5. Dollar bill
  6. saw fist
  7. gold tooth
  8. break jaw
  9. Magma king
  10. Magma drone
  11. spy clops
  12. dino lord
  13. lord gold
  14. 3D-face


OtherEdit

  • Security 1
  • bob


ObectsEdit

  • Various guns
  • Gold bars

DatesEdit

Mission 1 : friday 13.9.2010

Mission 2 : friday 31.9.2010

Mission 3: monday 5.10.2010

Mission 4: tuesday 12.10.2010

MissionsEdit

BeginingEdit


  "On nie jest siusiakiem... On jest agentem... Nazywa się Gri, Gri-Gri".  Poradnik "Wszystko o Siusiakach". Przeciętny siusiak umie: - Wytrzymać dwa miesiące bez jedzenia. - Nie oddychać przez dziesięć minut. - Nie sikać przez trzydzieści osiem dni. - Sikać grubym strumieniem przez ponad pięć minut. - Włamać się na twoje konto na Facebook'u. - Znaleźć twoje miejsce zamieszkania i wcisnąć się do twojego portfela, lub skrzynki na listy. Gri-Gri umie: - Wygrać z Chuck'iem Norris'em. - Zjeść tysiąc zegarów w jedną minutę. - Być głupolem, - Przewrócić blok przeciętnej wielkości. - Przegryźć diament. - Wskazówkami ciąć szyby. 1. Zwyczaje Siusiaków. Siusiaki zamieszkują całą Republikę Siusiaczeską i wiele innych kontynentów. W Republice Siusiaczeskiej mieści się Weenielandia, Wanduvia,Rozbür, Kataniska, Hebdar i Weenievila. Ludzie i siusiaki żyły razem w pokoju, ale wybuchały bitwy. Od tysiąc osiemset czterdziestego roku,to się zmieniło. Źli ludzie wyruszyli na podbój, próbując opanować piękne, malownicze tereny. Po dziesięcioletniej bitwie ludzie uciekli, alepowrócili jeszcze sześć razy. Ostatnim razem, (w dwa tysiące szóstym roku) Przez miesiąc siusiaki dzielnie stawiali opór złym ludziom.Zwalczyli połowe, a reszta uciekła daleko. Odpłynęli aż na drugą stronę globu, gdzie wybudowali siedziby. Po tej niefortunnej sytuacji wpołowie dziewiętnastego wieku, ludzie już raczej nie zamieszkują Siusiaczych terenów. Zostało jednak bardzo mało ludzi, którzy żyją w pokoju zsiusiakami. W każdym miesiącu Siusiaki obchodzą ważne święta. Począwszy od stycznia, kończąc na grudniu. Jedenastego stycznia, Siusiakiobchodzą Święto Moczu. Święto to jest nazywane także "Moczowymi Godami". W Weenielandi niektóre Siusiaki obchodzą je w domu i w telewizjioglądają transmiję z obchodów święta. Co roku na obchodzie są dwa tysiące dwieście dwadzieścia dwa Siusiaczy Żołnierze. Przechodzą oni odZoko'a aż do Brichshtzac. Idą w czapeczkach z wysuniętą prawą ręką, w której trzymają naczynie z płonącym moczem. Wieczorem, gdy dojdą do celu,wylewają zawartość naczyń do specjalnego zbiornika wody. Wtedy zaczyna się to święto. Czwartego lutego jest święto nieco mniej ważne. ŚwiętoSiusiaczego lotnictwa. Żołnierze Siusiaczymi pojazdami powietrznymi oblatują Weenielandię. Trzydziestego marca, obchodzone jest ŚwiętoRozbrykanych Siusiaków. Każdy może zatańczyć lub zaśpiewać. Odbywają się konkursy przez ponad dobę, aż do końca marca. Dwudziestego szóstegokwietnia Siusiaki obchodzą Święto Legendarnego Weenie'go Cance'l Leneactora, który w tysiąc siedemset dwudziestym piątym roku uratowałSiusiaczy Kontynent i Kraj Adamski, przed złymi czarnymi Siusiakami Leacguu. Transmisja jest nakręcana z kamer helikoptera. Siusiaczyżołnierze, w zielonych czapkach, co roku układaką się w unikalne kształty, a potem można przyjechać na Siusiacze Święto lub częściej rodzinnąimprezkę, która jest bardzo lubiana przez małych Siusiaków, gdyż przeważnie dostają tam prezenty. Dwunastego czerwca odbywa się tak zwaneŚwięto Głupoty. Podczas tego trwającego trzy dni, nietypowego Święta rodziny Siusiaków mogą robić sobie głupie żarty, a na transmisjitelewizyjnej specjalniści opowiadają bardzo trafne żarty na różne tematy. Trzy doby non stop. Bawią tych mniejszych i większych, więc to bardzolubiane wśród Siusiaków Święto. Dziesiątego lipca obchodzi się Międzynarodowe Siusiacze Święto Baganzy, (więcej w trzecim podpunkcie). Ósmegosierpnia obchodzi się także bardzo lubiane Święto Lodu. Siusiaki tęsknią przez te aż dziesięć dni przed zimą i lodem. Otwierane są Lodowe Hale,gdzie pokrywy Lodowe, pokrywają basen Lodu. Święto to oznacza przezenty, ale by pokonać tor przeszkód na Hali siusiaki muszą mieć minimumdwanaście lat. Po pokonaniu tego toru Siusiaki dostają nagrody, a młodsze Siusiaki mogą bawić się z rodzicami w tor dla Mini-Weenies'ów.Dwudziestego trzeciego września obchodzone jest Święto Wielkich Maszyn. Lotniska przezentują nowe samoloty oraz helikoptery, a naukowcy - nowe wynalazki. W październiku, już od czwarteego dnia miesiąca Siusiaki organizują Święto Papierowych Samolotów. W telewizji,specjaliści robią niesamowite rzeczy z papieru, a przez to sześć dni zwykłe Siusiaki, także mogą sprawdzić swoje umiejętności w tej dziedzinie.Piątego listopada Siusiaki obchodzą od tysiąc dziewięćset piątego roku Święto Płonącego Lodu. Wszystko zaczęło się od bitwy ze złymi ludźmi,którzy wytworzyli dużo lodu i śniegu. Kawałkami zrzucali je z samolotów, aby zasypać państwo Siusiaków, ale oni zadbali o ogień. W telewizji,żołnierze odkrywają lód i tam organizują liczne przedstawienia. Święto przeważnie trwa aż dziesięć dni. Do grudniowego święta przyczynili siędawno temu dobrzy ludzie. Siusiaki zgodziły się i do dziś dwudziestego czwartego grudnia organizują Święto Choinki. Jeżeli wiecie już dużo oSiusiaczych zwyczajach, możemy przejść do następnego podpunktu. 2. Siusiaki i ich życie codzienne. Siusiaki pod pewnymi względami podobne są do ludzi. Nic więc dziwnego, że przez długie lata żyli z nimi w zgodzie. Dwunastego grudnia tysiącosiemset czterdziestego roku wydarzyła się rzecz straszna. Źli ludzie zaatakowali całą Republikę Siusiaczeską. Gdy przebili się do Weenielandi,młody wówczas Gri-Gri wysłał Siusiaczą Armię, której zadaniem była obrona kraju. Choć w dzisiejszej Weenielandii, ludzi jest dwadzieścia razy mniej niż Baganz, ale mimo to są i pomagają Siusiakom. Przeciętny Siusiak zjada dziennie ponad dwadzieścia kilogramów pokarmu. Jest bardziejwytrzymały na bezsenność niż człowiek, (nie jest dla niego dużym problemem brak snu przez dwa tygodnie). Myją się co dwa tygodnie, choć wprzypadku Baganz ta czynność jest wykonywana co tydzień. Przeciętny Siusiak waży czterysta kilogramów i ma ok. czterech metrów wzrostu. 3. Cała prawda o rozmnażaniu się. Tutaj zwróćcie uwagę, bo u Siusiaków jest zupełnie inaczej niż u ludzi. W piętnastym wieku powstał znany napój, który można było zastosować uSiusiaków dowolnej płci. Mógł być to klasyczny Siusiak lub Baganza. Po wypiciu napoju mógł urodzić się Siusiak. Teraz jest jednak trochęinaczej. Baganz jest coraz więcej, dlatego też zaostrzono przepisy. Za nabijanie się z Baganz można dostać grzywną o wartości pięćdziesięciutysięcy Dolarów Siusiaczych, (jeden Dolar Siusiaczy to wartość ok. 6,80 zł). Po ślubie Baganza może urodzić. Oprócz ssaków istnieje takżebardzo rzadki gatunek siusiaków, (Tinticius Weeniecius lub Cariaciacli Weenieqliaqcli). Są to gady. 4. O czym jest ta książka. Czytając tą książkę możesz przeżyć niesamowitą przygodę wraz z Gri-Gri'm i jego oddanym przyjacielem - Weenie Rammą. Niestety nasz bohaterwszędzie się spóźnia, bo nie ma czasu. Planuje zemstę i zaczyna pożerać zegary. Nazywają go "głupolem", "kretynem", albo "nienormalnym". Aleniestety jest coraz gorzej i Gri-Gri jest zmuszony się poddać. Biedak zastanawia się co ma zrobić. Jego przyjaciel - Weenie Ramma, bardzo sięprzejmuję i nie może budować swoich budynków. Jak skończy się zegarowa intryga? - dowiedz się! - Miłego czytania życzą Janil Dupnicki i AndrewDiasman.        Prolog. Tej nocy szedłem oświetloną przez latarnię uliczką. Szedłem chodnikiem. Wtedy usłyszałem jakiś tupot. Ktoś mnie gonił. Obróciłem się. Na tymsamym chodniku, jakieś sto metrów za mną biegł jakiś zdyszany siusiak. Był duży i masywny. Większy ode mnie. Miał czarny wąsik i kilka włosków.W mgnieniu oka dobiegł do mnie i gdybym się nie odsunął z pewnością by mnie staranował. Nie zatrzymując się nawet biegł dalej i wyciągnąłsłuchawkę. Bardzo mnie zainteresował mnie temat jego rozmowy, dlatego też pobiegłem za nim. Biegliśmy aż do pomostu, gdzie się zatrzymał. "Stój!" - ryknąłem, a on ziapiąc zgiął się w pół.  - Lincreaden Driden - przedstawił się.  - Gri, Gri-Gri... - przedstawiłem się.  Driden wybuchnął śmiechem.  - Nie udawaj, że mnie nie znasz, głupolu!  - Czy ty w ogóle się goliłeś przez te piętnaście lat?! Driden aż skulił się ze śmiechu... - A tobie chyba rozum odjęło! Obaj się śmialiśmy, aż do momentu, gdy przypomniałem sobie dlaczego ścigałem Driden'a. - Niestety... - powiedziałem. - Niestety nas ścigają... - dokończył za mnie Driden. Rozległ się dźwięk syreny radiowozów. - Co mamy robić?! - zapytałem. - Schronić się u mnie?... - odpowiedział niepewny Driden. - A gdzie mieszkasz? - W Pradze... - Przecież jesteśmy w Pradze! - Na końcu tej ulicy jest skręt w prawo... Ten wieżowiec to moja siedziba. Policjanci wyciągnęli pistolety i zaczęli głośno strzelać. Uciekaliśmy najszybciej jak się dało. Strzelali na wszystkie strony. Na końcu ulicybył drogowskaz to właśnie za nim otworzyła się brama. Podwójny, potężny wieżowiec wyłonił się zza bramy. Przypominał siedzibę jakiejś tajnejorganizacji. W budynku były umieszczone kratownice i dużo okien. Na przeciwko budynku na potężnych słupach opierała się jakaś inna potężnabudowla. Kilka drzew rosło wokół budynku. Dwa budynki łączył szyb, w którym znajdywała się winda. Nagle jakiś helikopter zamigotał w oddali. - To oni! - ryknął Driden. - Nic dziwnego... - powiedziałem. - przecież jesteś przestępcą.    

☀Driden wbiegł do windy. Drzwi zamknęły się przede mną, a winda odjechała na szóste piętro. Strzelali zza bramy. Dostałem kilkoma odłamki

nabojów i upadłem na śnieg. Policjanci pewnie uznali, że jestem martwy, ale ja wstałem i wyrwałem mu rewolwer.


- Mów co robi Driden! - wrzasnąłem.


- Pan jest Driden? - zapytał policjant.


- Nazywam się Gri, Gri-Gri i jestem agentem specjalnym - przedstawiłem się.


- Aha!


- Wpadłem na trop. To mój znajomy... Ale nie widzieliśmy się przez piętnaście lat... - mówiłem.


- Zajmiemy się nim...


- Dzięki, ale chyba ja wole zrobić to po swojemu... - stwierdziłem.


Wstałem i pobiegłem. Otworzyłem drzwi windy i nacisnął przycisk. Winda szybko dojechała na szóste piętro, gdzie ją opuściłem. Szedłem wówczas

po czerwonym dywanie. Oparłem się drzwi i słuchałem dobiegających zza nich głosów. Byłem bardzo zmęczony. Obróciłem się na piętrze, korytarz

prowadził do dużego okna. Obok były jeszcze cztery drzwi, ale byłem pewien, że właśnie za tymi musi ukrywać się Driden. Potrząsnąłem za klamkę,

a drzwi otworzyły się. Za nimi stał Driden. Stał na czarno-białych kaflach. Był zmęczony i bardzo zły. W sali stało mnóstwo pudeł, a gdzieś z

tyłu - biblioteczki. W sali znajdowały się jeszcze dwa czarne drzwi. Z tyłu było duże okno, a oświetlenie zamontowane było na dachu. Nie było 

tam nikogo, oprócz nas dwóch. Nad drzwiami wisiały portrety i dwa duże zegary. Za lewymi drzwiami znajdowała się toaleta a za prawymi, za pewne

magazyn. Moją uwagę zwrócił szczególnie zapach chemikaliów, unoszący się w powieterzu.


- Żałosny siusiak z ciebie! - zakpił Driden.


- Przyszedłem tu, żeby zrobić z tobą porządek! - powiedziałem stanowczo.


Driden spojrzał na mnie groźnie. Z otworów, wysunąłem ręce i nogi. On zrobił to samo. Podniósł pięść i podbiegł do mnie.


- Wiedział, że coś knujesz... - powiedziałem.


Zrzuciłem obróz ze stolika stojącego przy oknie. Wszystkie szklane naczynia połamały się z hukiem przy nogach Driden'a.


- Jesteś na mojej czarnej liście! - ryknął Driden.


- Ty też... Na mojej! - warknąłem.


Chwycił mnie. Potrząsnął mną i cisnął w ścianę. Osunąłem się. Driden przewrócił biblioteczkę. Zrobiłem unik, ale książki i tak się na mnie

posypały. Ja kopnąłem Driden'a i walnął w obraz, który spadł i pękł. Po raz kolejny przewrócił biblioteczkę, ale teraz trafiły mnie tylko dwie

książki. Odrzuciłem je więc prosto w oczy Driden'a.


- Co ty na to powiesz?! - zbliżyłem się do Driden'a i obaj zaczęliśmy w siebie rzucać ciężkimi knigami.

- Co ty na to powiesz?! - zbliżyłem się do Driden'a i obaj zaczęliśmy w siebie rzucać ciężkimi knigami.


Podniosłem z ziemi jedną. Jej róg był ubrudzony atramentem (krwią siusiaków). Już za chwilę krwi było pełno. Driden miał blizny pod oczami.

Driden mnie obrócił i zaczęliśmy się bić. Driden kopnął mnie kopnął mnie w nos, a ja go w zęby.


- Załatwię cię! Jesteś tylko pryszczem na mojej dupie, który zaraz wycisnę! - ryknął Driden.


Wyłamał lewe drzwi od toalety. Kopnąłem go w kąt i wszedłem do łazienki. Poślzignąłem się na krwi Driden'a i uderzyłem zębami o umywalkę. On

się na mnie rzucił, ale ja go odepchnął w drugą umywalkę. Wypluł dwa zęby i krew. Kopnął w trzeci kran i zaczęła lecieć woda, gdy go urwał.

Ja po raz kolejny go kopnąłem i docisnąłem go do umywalki. Puściłem wodę, a on wyrwał kran. W łazience było już dobre dziesięć centymetrów

wody. Driden kopnął mnie i byłem teraz na kafelkach. Poziom wody się nadal powiększał. Teraz ja kopnąłem Driden'a, a woda zaczęła być już coraz

mocniej czerwona. Ja osunąłem się poraz kolejny i poczułem, że jest już jakieś dwadzieścia centymetrów wody. Driden kopnął mnie prosto w

umywalkę, ale ja go odepchnąłem. Docisnąłem go do umywalki książką i wyrwałem ostatni kran. Woda lała się na wszystkie strony, a krew co chwilę

tryskała. Wypchnęliśmy się z łazienki. Woda już unosiła leżące na ziemi drzwi. Otworzyłem drzwi wejściowe i woda zaczęła wylewać się na dywan,

a potem na schody. Z kieszeni w pelerynie wyciągnąłem pistolet. Driden stanął przy stanie i wrzasnął: "Nawet nie próbuj!" A ja nacisnąłem spust

trzy razy. Zbliżyłem się. Czerwona woda unosiła ciało Driden'a. Obróciłem się i stwierdziłem, że muszę jak najszybciej opuścić ten budynek!

Rozdział 1. Ucieczka z Weenielandi.


Data: Ściśle nie określona, (kilka miesięcy po wydarzeniach w prologu).


Miejsce: Lasy w Weenielandi.


Główni bohaterowie: Gri-Gri, Molacha, Teroryści...


Cel: Uceiczka z Weenielandii.

_______________________________________________________________________________________________________________________________________________


Kilka miesięcy później, Gri-Gri jest w Weenielandi, w gęstym, mieszanym lesie. Zakończył tam misję i musi wrócić do Kwatery Głównej. Gri-Gri

przysiadł na kamieniu i oparł się o drzewo.


- Ach! - westchnął. - Daleko jeszcze do tego samochodu?


Wstał i zastanowił się kiedy ostatnio sikał.


- Przez miesiąc nie sikałem! - przypomniał sobie. - No to... Podlejemy drzewko.


Podciągnął się i zeskoczył. Wszedł w gęste krzaki. Skierował napletek w ciernie. Żółty gruby promień unosił się przez dziesięć minut. Tryskało

na wszystkie strony i z ciernistych krzaków uwolniła się jakaś mysz. Mysz pisnęła i gdzieś uciekła. Gri-Gri posunął się. Niedaleko płynęła

rzeczka, a nad nią kładka. Gdy przechodził przez kładkę, coś zatrzeszczało. Przestraszony przebiegł przez kładkę i schował się za dużymi

kamieniami. Coś potrząsnęło się w gęstych, ciernistych krzakach. Był to bardzo zraniony Siusiak.


- Nazywam się Gri, Gri-Gri... - przedstawił się bohater tego opowiadania.


- Ja... Nie mam imienia... Nigdy go nie miałem! Ale nikt mi już nie może pomóc... Nawet Ty!


Gri-Gri wyciągnął bezimiennego Siusiaka z cierni. Krwawił i miał kolcę...


- O mój biedaku! - westchnął Gri-Gri. - Kto cię tak urządził?!


- Mollacha i jego ludzie...


- To ten czarny? - zapytał Gri-Gri, wyciągając apteczkę.


- Tak... Ale nikt mi już nie pomoże!


- Spokojnie... Ile ludzi miał ten Mollacha?


- Kilka... Kilkanaście... Ale skąd mam wiedzieć czy widziałem wszystkich?!


Gri-Gri wyjął chusteczki nasączone specjalnym płynem i przetarł rany siusiaka.


- Co ci robili?


- Torturowali, okaleczali i wyrzucili w krzaki...


- Niestety nie jestem specjalistą, ale sądzę że rany są poważne, a pomoc jest zbyt daleko.


- To ty! Gri-Gri... Mówili o tobie!


- Naprawdę?!


- Tak, ale wyznaczają nagrodę za twój napletek i skórę...


- O! Cholera!


- Szukają Cię!


Gri-Gri się obrócił. Nielicząc myszy i pająków, nie było nikogo.


- Eeee... Ja już nie mogę!


Siusiak padł...


- O! Nie! Jest martwy... - pomyślał Gri-Gri. - Ale to Tibiches Weeniechies. Wkład moczu bardzo cenny!


Gri-Gri wysunął nożyk i naciął napletek Siusiaka. Wyjął kilka kawałków mięśni i paprając się w krwi, wyciągnął giętką, niebieską rurkę...


- To jakiś przewód, ale nie wkład moczu... - pomyślał. - jego zadaniem jest odprowadzanie moczu do głównego wkładu.


Okazało się niestety, że wkład był ponacinany i zniszczony. Mimo tego, Gri-Gri'emu udało się wyjąć go w kawałku.


- Świetnie! - ucieszył się. - Jest jeszcze ostry... O! Tylko szkoda kolesia...


Gri-Gri wyczyścił, zwinął kilkumetrowy przewód i schował go do mini-kieszeni.


Zrobił parę kroków i usłyszał huk. Schował siusiaka między krzaki i odciął mu napletek. Wyciągnął nóż, ubrudził go i wraz z napletkiem położył

go na kłatce. Następnie się schował. Mollacha był sporej wielkości czarnym siusiakiem, o czarnych włosach i zaroście. Gdy nadszedł z dwójką

pomocników, zatrzymał się i wykrzyknął:


- To pewnie jakiś pomocnik brzeznął Gri-Gri'ego! Sprzedamy to za niezłą sumkę!


Ale Gri-Gri był pod kładką. Naciął ją w połowie. Lewa część którą trzymał Gri-Gri poleciała w lewo, a prawa w prawo. Trzymał ją Mollacha. Jego

pomocnicy uciekli z głośnym krzykiem. Gri-Gri spojrzał groźnie na Mollachę i skoczył prosto na niego. Wściekły Mollacha odepchnął Gri-Gri'ego z

takim impetem, że półżywy osunął się z drzewa. Mollacha złapał się kładki i zwinnie ją przeskoczył. Pomocników nie było w pobliżu. Wyciągnął

słuchawkę i powiedział do szefa:


- Mamy go! Ledwie co żyje!


- To świetnie! - Odpowiedział mu drugi Siusiak.


Mollacha złapał w sieć Gri-Gri'ego i zaniósł go gdzieś daleko, do leśnej siedziby, gdzie położył go na piasku.


- Słuchajcie! - powiedział Mollacha do swoich pomocników. - Ja jestem dzisiaj rzeźnikiem! Zdala od niego!


Wyciągnął nóż i już miał go wbić w ciało Gri-Gri'ego, ale on się obudził i ryknął:


- YEEEEEEEEEEAALLLLYYYY!!!!! Kto mnie tutaj, do cholery wsadził?!


- Zapytaj rzeźnika! - zakpili dwaj pomocnicy.


Ale Mollachy nie było do chumoru.


- Słuchaj! Ścierwo! - ryknął Mollacha. - Rozbierz się!


- Jak?! - Gri-Gri zdumiał.


- Do cholery! Rozbierz się ze skóry powiedziałem!


- Nie umiem! Może jestem nie tej rasy... Powiedz mi jak to się robi!


- Ty nędzne ścierwo! Po prostu zdechnij! Wtedy ja ciebie rozbiorę!


- I co dalej...


- Zostaniesz... Obrzezany!


- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!! TYLKO NIE TO!!!!!!!!


Jeden siusiak podał Mollachy wielkie nożyce, a ten przeciał siatkę i przeciągnął Gri-Gri'ego do ściany...


- Choleraaa!!! Czy wreszcie ten gówniarz się zamknię?!... Czy nie?!


Skierował nożyczki ku Gri-Gri'emu i... Gri-Gri wyskoczył. Nożyczki otworzyły się i ich ostrze trafiło prosto w oko Mollachy!


- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!! - ryknął bezsilnie. - Zaaaabić!!!


Siusiaki się ustawiły, ale na ziemi leżała bomba, na której właśnie usiadł. Włączyło się odliczanie dziesięcosekundowe. Gri-Gri obrócił bombę.


- Za dziesięć sekund zginiesz!!! - wrzasnął Mollacha.


- Ty za dziewięć... - powiedział Gri-Gri i rzucił bombę prosto w język Mollachy.


Połknął ją...


- No patrz... Jak w zegarku! Za pięć sekund zginiesz! - śmiał się Gri-Gri, który odskoczył daleko.


Bomba rozsadziła budynek i całą okolicę, nie wspominając o Mollachy i jego pomocnikach.

☀Bomba rozsadziła budynek i całą okolicę, nie wspominając o Mollachy i jego pomocnikach. Gri-Gri był zadowolony ze zwycięstwa. Podszedł za

ruiny budynku i spojrzał na udko z kurczaka przywiązane do drzewa. Wysoko była zamontowana klatka...


- To udko z kurczaka! A ja jestem cholernie głodny! Ale co mi po jednym udku z kurczaka... - zastanawiał się Gri-Gri - Ale to chyba pułapka!


Zbliżył się do drzewa i się odsunął jak się dało. Pociągnął za udko i uciekł. Klatka spadła w krzaki i usłyszał przeraźliwy pisk.


- To alarm! - pomyślał.


Podszedł i zobaczył, że złapała się mysz. Była to bardzo poetycka mysz Umiała ona mówić ludzkim i Siusiaczym głosem;


- Myszka?! - ucieszył się Gri-Gri. - Ciekawe czy żyje. Jeżeli tak to mogę ją wypuścić, a jeżeli będzie martwa to ją zjem!


- Proszę cię! - usłyszał Gri-Gri błagający głos. - Zrobię co zechcesz, tylko mnie wypuść!


- A mogę cię zjeść chrupiąca myszko?!


- Nie! Mogę ci przynieść co zechcesz!


- Koleżankę do zjedzenia też...


- Nieee! Nie jedz ich, ani mnie! Mogę ci dać dużo żarcia, ale takiego no wiesz...


- Rybęęęęęęęęę!!!!!!!!!!!


- Dam ci z dziesięć kilo ryb, ale mnie uwolnij!


- A mogę zjeść to udko z kurczaka?


- Proszę, jest twoje...


- Dzięki!


Gri-Gri zerwał, więc udko z kurczaka obgryzł je, a kość wyrzucił gdzieś daleko. Następnie podniósł klatkę i mysz uciekła.


- Bardzo ci dziękuję! - pisnęła.


- Drobiazg...


Mysz zaprowadziła Gri-Gri'ego nad jezioro, przed, którym leżała wielka micha z karpiami i innymi rybami. Gri-Gri zabrał się więc do uczty...

Połykał ryby wraz z ośćmi, oczami, ogonami i innymi mniej lubianymi przez ludzi częściami. Zostawił jeszcze kilka kilo na powrót. Następnie

wziął wędkę i złowił jedną dużą rybę. Półtora metrowego szczupaka; Jednym gryzem odgryzł mu ogon. Nagle ktoś wylazł zza krzaków. Był to

Gorrmański, zły siusiak.


- Grrarrr!!! - warknął. - Co to u licha jest za ścierwo z tą wedką! Smakowity kąsek.


- Żryj szczupaka!!! - ryknął Gri-Gri i nim rzucił prosto w Gorrmana.


- Rrrrarrrr!!!!! - zawył z bólu Gorrman.


- Ha! Ha! Ha! - śmiał się Gri-Gri. - Bahahahahahahahaha!!!


Ale Gorrman odrzucił szczupaka do paszczy Gri'Gri'ego, który go połknął i powiedział:


- Koniec zabawy!!!


No i zaczęło się... Gri-Gri wysunął łososia i cisnął nim prosto w oko Gorrmana.


- Hry!!! - warknął Gorrman. - Nazywam się Gorilla i cię zatłukę!


- Ja nazywam się Gri, Gri-Gri i zaraz cię pożrę! Wrraurrraurrr!!!


Obaj pojedynkowali się, ale gdy Gorilla stracił włos wydał z siebie przeraźliwy krzyk. On odrzucił śledzia. Gdy Gri-Gri zbierał go z ziemi,

dostał pstrągiem.


- To ja wygram!!! - krzyczeli.


Aby Gri-Gri'emu zostało ryb na powrót, schował je i zaczęli się obkopywać. Czarny Gorilla upadł i sturlał się ze zbocza, kurząc na wszystkie

strony. Był wściekły i cholernie brudny! Futrzasty Gorilla podniósł się z błota i wdrapał się na zbocze. Gri-Gri kopnął Gorillę, który spadł po

raz kolejny. Czarne futro sypało się na wszystkie strony. Gri-Gri po raz pierwszy został zrzucony ze zbocza i trafił dupą prosto w gałąź.

Wdrapał się i kopnął Gorillę w zęby. Dwa zęby spadły do kałuży.


- Raaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaarrr!!! - ryknął Gorilla, któremu z paszczy spływała krew.


Gorilla sikając zrzucił Gri-Gri'ego. Gri-Gri napił się wody z jeziora i wytworzył dużo moczu. Skierował go do paszczy Gorilly i śmiejąc się, go

puścił. Wielki strumień lał mocz prosto do ust Weenie'go Gorilli. Kolejny ząb spłynął mu razem ze strumieniem. Odsunął się, ale nalało mu się

do oczu. Wściekły Gorilla też puścił mocz i obaj się obsikiwali grubymi strumieniami. Odepchnęło Gri-Gri'ego, który zdecydował, że nabierze w

usta kilkanaście litrów wody, by rozwalić Gorillę wielkim "Moczo-strzałem". Maksymalnie otworzył paszczę i "doił". Gorilla zgubił, kolejny

brązowy ząb, ale pozostało mu jeszcze czterdzieści. Gri-Gri wystrzelił kolejny promień i Gorillę przewróciło. Gorilla padł nieruchomo.


- RAAARRRRAURRRRRUUUAAARRR!!!!!!!!!! - ryczał wściekły. - Ty ścierwo! Odebrałeś mi cztery zęby!!!


- Pięć! - poprawił go Gri-Gri, który właśnie odebrał kolejny ząb Gorilli.


Gdy wysikał cały mocz, postanowił zakończyć walkę. Krew tryskała na wszystkie strony. Dwójka Siusiaków tarzała się w ziemi. Gorilla ryczał, a

Gri-Gri tarzał się razem z nim. Gdy Gorilla ugryzł Gri-Gri'ego, ten odwdzięczył się tym samym i wyrwał mu kilkadziesiąt czarnych kłaków.


- RAAARRRRAURRRRRUUUAAARRR!!!!!!!!!! Właśnie zgubiłem szósty.


Niewiele czasu później wściekły Gorilla stracił już połowę zębów, a Gri-Gri miał nadał wszystkie. Gorilla przewrócił drzewo, a Gri-Gri walczył

gałęziami. Szczerbaty Gorilla w końcu padł. Gri-Gri wziął sobię kolejny wkład moczu do kolekcji. Ten był dużo grubszy. Aby zaoszczędzić

miejsca, Gri-Gri włożył mniejszy do większego i spakował. Zadowolony poszedł dalej, gdzie znalazł znajome skały. W w młodości jeździł tam z

rodziną na wycieczki. Usiadł na kamieniu i spojrzał. Było tam sporo drzew, a niedaleko stał stolik. Gri-Gri wyciągnął rybę i ją pożarł.

Wyciągnął album wycieczkowy i spojrzał. Stwierdził, że kiedyś było tam trochę więcej drzew. Zsunał się leniwie ze skały i poszedł dalej.

Przeszedł przez tak zwaną bramę drzewną i był już przy kamienistej ścieżce.

☀Była to piękna górska ścieżka pełna wielu dużych i małych kamieni,

wokół której było dużo drzew. Nie było tam żadnych Siusiaków, oprócz Gri-Gri'ego. Dzięcioł przysiadł przy drzewie i "pukał", a Gri-Gri,

przypominając sobie jak kiedyś szedł tędy z rodzicami, maszerował do samochodu. Po drodze ujrzał mały otwór w skale, do którego jako dziecko 

wchodził. Po drugiej stronie ujrzał napis, którego wcześniej nie było. Jakiś wandal napisał na kamieniu: "Rozjechać Baganzy!". Jakiś powóz

przejeżdżał przez drogę. Gri-Gri szedł więc dalej, gdzie ujrzał znany mu potok. Przeskoczył go i pobiegł dalej. Dalej były wysokie chaszcze.

Wyglądały tak jakby nikt ich nie obcinał przez tyle lat. Teraz, gdy Gri-Gri'emu udało się przedostać przez chaszcze przedł do części, w której

było dużo choinek. Następnego dnia przeszedł sporo kilometrów. Doszedł aż do miejsca ze stolikami. Tam zatrzymał się i odpoczął. Jeszcze

dzień później doszedł do miejsca, w którym kiedyś mieszkał gajowy i tam się zatrzymał. Było tam dużo muchomorów. Gri-Gri nabrał ich dużo do

torby, ale gdy przypomniał sobie, że te grzyby są trujące, zostawił je. Pomyślał, że jutro już na pewno dojdzie. Następnego dnia, Gri-Gri

znalazł się na błotnistej ścieżce, która prowadziła od domku gajowego do drzewa "Gambbiau". Było to najstarsze drzewo w całej Republice

Siusiaczeskiej. Miało aż cztery tysiące cztery lata. Wiadomo to stąd, że jakiś przodek gajowego je tam zasadził, no i to opowiadali sobie z

pokolenia na pokolenie. Przed drzewem była bramka, do której klucz miał gajowy. Pięćdziesięcio metrowe drzewo stanęło teraz przed Gri-Gri'm,

który postanowił zrobić mu zdjęcie i iść dalej. Był to już ostatni odcinek, do kamienistego zejścia i mechowej skały. Gdy się tam znalazł,

zobaczył swój samochód. W nocy wyjechał z lasu, a następnego dnia był już w Zoko, gdzie miał dojechać. Był to koniec jego misji. Wieczorem

zaparkował swój terenowy samochód przy bazie. Był bardzo zadowolony z sukcesu i postanowił coś zjeść.


Rozdział 2. Problemy Gri-Gri'ego.


Gri-Gri mieszka na ulicy Weeniedickiej w Weenielandi. W okolicy, jego przyjaciel Weenie Ramma buduje dla niego budynki. Ramma jest budowniczym.

Zajmuje się wysokimi wieżowcami, a także innymi, specyficznymi budynkami. Jest jednym z najbogatszych Siusiaków w całej Republice Siusiaczej i

ma swoją ekipę. Może budować budynki na terenie Dupnictwa, bez jego zgody. Zbudował wiele znanych budowli. Na przykład: Wieżę Bancha, Wieżę

Sencha, Wieżę Chun Mee, lub Wieżę Tangummni. Wprowadził w świat nowoczensne schody i windy. W swoich budowlach wyznaczył zasady, których nie

można łamać. Na przykład: W Wieży Bancha można pić tylko herbatę Bancha, aby zobaczyć specjalny budynek trzeba się umówić z Rammą, a żeby

wchodzić na plac budowy potrzebna jest specjalna zgoda. Gri-Gri ma także kilku innych przyjaciół. Fri-Gri lubi smażyć steki. Jest trochę

szalony. Ma swoją Stekową Bazę na Bahamach. Chin-Chin zna się z Gri-Gri'm od kilkudziesięciu lat, ale ciąglę walczy o życie, bo Weenie Hungry,

jest wyjątkowym głodomorem, który nie pogardzi zjedzeniem Chin-Chin'a. Chin-Chin ma stację baz "Napletiq" w Wanduvi i jest pozbawiony

inteligencji. Gri-Gri ma także swoją własną wieżę, którą osiem miesięcy temu wybudował Weenie Ramma. Jeszcze jej nie umeblował. Jest agentem,

ale ma niezwykłą skłonność do spóźniania się. U szefowej wisi tablica, w której zaznacza spóźnienia Gri-Gri'ego. Gri-Gri współpracuje także z

organizacją wojskową "Star". Organizacja na zamówienie robi dla agentów pojazdy. Gdy zatrudnili Gri-Gri'ego, szefowa powiedziała: "Tylko nie

posikaj mi się!". Niektóre zachowania Gri-Gri'ego są nieco ekscentryczne. Gdy awansował, wypił bardzo dużo wody, a następnie nasikał do 

myśliwców i do kabur z pistoletami. Robił też różne dziwne rzeczy. Rozsypywał pinezki i chował w bazie drewno. Szefowa już się przyzwyczaiła do

tego typu zachowań. Jeżeli jeszcze tego nie wiecie, muszę wam powiedzieć, że szefowa Gri-Gri'ego jest człowiekiem, a nie Siusiakiem. Na

początku przestraszyła się, gdy podpalił butle z tlenem i nasikał do ładunków wybuchowych. Teraz jednak nawet Gri-Gri stara się nie robić

takich rzeczy, ponieważ szefowa powiedziała jasno: "Gri-Gri, wiem, że jesteś Siusiakiem, ale niektórych twoich zachowań nie mogę zrozumieć.

Dlatego proszę cię, abyś się powstrzymał. Mówię ci jednak, że głupie żarty z moczem i tego typu rzeczami, będą zaniżały twoją opinię i

zmuszały mnie do zwolnienia cię. Więc lepiej skończ z głupotami...". Gri-Gri kiedyś wymyślił kawał i wysłał do Weenie Rammy kopertę z napisem:

"By Gri-Gri". W środku była kartka z proźbą o poinformowanie całego Zoko, o tajnych planach koroporacji Diguun. Weenie Ramma nie wiedział o co

chodzi i odesłał kopertę. Gri-Gri napisał więc: "O drugiej w nocy. Rząd 16. Miejsce 8.". Weenie Ramma więc włamał się do korporacji i otworzył

szafeczkę, o którą chodziło Gri-Gri'emu.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.